piątek, 16 listopada 2012

Urugwaj w Polsce!

Ostatni rozdział poświęcony moim Liverpoolowym marzeniom będzie dość krótki, bo i o czym tu pisać. Zawsze chciałem spotkać jakiegoś z moich idoli, a los chciał, że towarzyski mecz Polski i Urugwaju odbył się w zeszłą środę na PGE Arenie w Gdańsku. Dziwnym uczuciem było dla mnie siedzieć na trybunach z biało - czerwonym szalikiem...niby barwy narodowe, niby nasi, ale nieliczni zauważyli, że nie było na nim napisu Polska, a Liverpool - You'll never walk alone.

W sumie mecz reprezentacji sprawił mi wiele radości, dopingowanie naszej drużyny to wspaniała sprawa, odśpiewanie narodowego hymnu przez 40 000 kibiców jest super, ale ja i tak największą satysfakcję czułem widząc Luisa Suareza pogrążającego nasz zespół, dziwne ale prawdziwe...Luisa Suareza, którego dwa dni wcześniej miałem okazje spotkać pod hotelem Sheraton, podążającego z Sebastianem Coatesem na trening, który miał się odbyć na stadionie gdyńskiej Arki. Jako, że pod hotelem nie dałem rady zrobić sobie wymarzonej fotki z piłkarzem, szybko pognałem moim czerwonym Fiatem 600 do Gdyni, szlakiem którym pięć minut wcześniej jechał autokar Urugwajczyków.

Trzy razy, trzy razy piłkarze mijali mnie w odległości jednego metra i trzy razy mimo tego, że byłem jedynym stacjonującym tam kibicem, wystrojonym w klubowe barwy, to nie udało mi się osiągnąć zamierzonego celu. Przysłowie powiada, że "do trzech razy sztuka" ja jednak zmieniłem lekko jego słowa i za czwartym podejściem zdobyłem co chciałem - fantastyczne zdjęcie z Sebastianem...fotka z graczem The Reds, autograf zarówno Luisa jak i Seby, kolejny cel wykonany! Wszystko idzie jak bułka z masłem. Czego chcieć więcej?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz