środa, 14 listopada 2012

Dlaczego?

Długo myślałem o tym, czy wreszcie zabrać się za pisanie jakiegoś bloga związanego z tematyką piłkarską, a właściwie z jednym tylko klubem, klubem który stał się dla mnie czymś więcej niż tylko zwykłą drużyną ligi angielskiej, bloga o Liverpool FC

Zainteresowanie piłką nożną to dla mnie rzecz naturalna...przychodzi taki moment, w którym mali chłopcy zwykle zaczynają lubić ten sport, interesować się klubami...zbierać koszulki piłkarskie, szaliki czy piłki. Podobnie było u mnie, rok 2002 - mundial w Korei i Japonii, szał na punkcie reprezentacji Brazylii i Luisa Nazaro De Limy - Ronaldo. Na moje 9 urodziny koniecznie chciałem dostać pełen set tego właśnie zawodnika, niestety w sklepie okazało się iż wykupiono wszystko co z nim związane...łzy cisną się do oczu, lecz jest jeszcze jeden strój, który szybko przyciąga moją uwagę...czerwony...Michael Owen, numer 10... wtedy się zaczęło....


Ciężko nazwać to co wtedy zaszło, lecz jako mały chłopiec znałem właściwie tylko dwa kluby piłkarskie, Real i Liverpool, ciężko nazwać to kibicowaniem bo co wtedy mogłem wiedzieć o prawdziwym kibicowaniu? Czy mogłem kiedyś marzyć, że tak to się rozwinie?

Przychodzi 25 maj roku pańskiego 2005, data którą każdy kibic Liverpoolu zna, data od której wielu kibiców zmieniło swoje nastawienie do sportu, do piłki nożnej i do Liverpoolu FC

Pamiętam, że położyłem się wtedy spać po pierwszej połowie i że był to pierwszy raz kiedy płakałem z powodu przegranej mojej drużyny...sytuację szybko zweryfikowały potem trzy okrzyki mojego taty, który wzorując się na swoim synu dopingował czerwonych...ten mecz pozostaje w pamięci każdego kibica do dziś, jako największy comeback w historii piłki nożnej. Od tamtego czasu zaczynają kiełkować w mojej głowie marzenia o wizycie na Anfield Road, o znalezieniu towarzyszy w tym moim kibicowaniu...o zrobieniu czegoś więcej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz