środa, 14 listopada 2012

Z wizytą w Liverpoolu

Jest grudzień roku 2010 roku...nie wiem co wtedy strzeliło mojemu tacie do głowy. Był kilka dni przez kilkumiesięcznym wyjazdem do pracy, zawołał mnie do pokoju i powiedział "Młody, jedziemy do Liverpoolu?" Banan na twarzy, szybkie szukanie biletów i ciach. Wiem już, że za troszkę ponad pół roku odwiedzę Anfield...

Przychodzi wymarzony dzień 03.06.2011 roku, od dwóch sezonów oglądam każdy mecz czerwonych, jestem przygotowany na tę wizytę...spełnia się jedno z wielkich marzeń.

Lądujemy na lotnisku Johna Lennona rano, około 10. Kwaterujemy się w motelu w samym centrum miasta i rozpoczynamy zwiedzanie. Szlak ukochanego zespołu The Beatles - kilku etapowe muzeum, Cavern Club i generalnie centrum miasta...to plan na pierwszy dzień. Anfield odwiedzić mieliśmy następnego poranka...

Autobus podwozi nas praktycznie pod bramy stadionu...serce zaczyna bić mocniejszym rytmem, czuć lekki ścisk w gardle...ktoś powie że to śmiesznie i przesadzone, ale na prawdę emocje towarzyszące tej chwili były bardzo mocne. Seria pamiątkowych zdjęć pod pomnikiem Billa, chwila zadumy pod pomnikiem i słynną bramą, wizyta w tym gigantycznym czerwonym sklepie, cudowne chwile. Oryginalne koszulki FT9 były wtedy po bodaj 10 funtów, a i tak nikt ich nie tykał. Obkupiliśmy się w kilka gadżetów, po czym ruszyliśmy na trasę zwiedzania z angielskim przewodnikiem. Wizyta w szatni, dotknięcie słynnej tabliczki THIS IS ANFIELD, seria fotek, opowieści i anegdotki naszego oprowadzającego, ciągły uśmiech na twarzy - to towarzyszy chyba każdemu kibicowi odwiedzającemu stadion. Wyjście na murawę, chwila spędzona na The Kop, wspólnie odśpiewanie You'll Never Walk Alone...może to i proste, może każdy robi tak samo, ale jedno wiem na pewno,  marzę by tam wrócić...cudowne jest to że kibice z całego świata chętnie odwiedzają nasz stadion, sam robiłem zdjęcie kibicowi Fiorentiny, który był zachwycony atmosferą Liverpoolu.

Po wędrówce stadionowej przyszedł czas na muzeum klubowe, to co najbardziej zapadło mi w pamięć to widok Pucharów Europy, cztery stojące obok siebie w jednej gablocie i ten piąty, stojący samotnie nieopodal, ozdobiony wstążkami, widać że szczególnie znaczący. Tuż obok sala z prelekcją filmu "The road to Instabul", w której bardzo duży fragment poświęcony jest Jurkowi Dudkowi, który tym jednym meczem zapisał się w historii klubu, kraju, a także w sercu każdego fana LFC.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz